wtorek, 10 marca 2026

TOP 10: polskie komedie

Polacy uwielbiają się śmiać. Najbardziej z innych. Czasami jednak potrafią też i z siebie, przynajmniej część z nich. A to bardzo cenna cecha, właściwie to niezbędna, aby prowadzić szczęśliwe życie. Wiele o poczuciu humoru danego narodu mówić mogą filmy komediowe przez niego tworzone. W Polsce mamy bogate tradycje komediowe, które jednak w ostatnich dekadach zdają się umierać. Wszystkie najlepsze i najbardziej popularne obrazy tego gatunku powstały już wiele lat temu. Mimo to często nadal są aktualne, może stąd bierze się ich niesłabnąca popularność. Jest zatem w czym wybierać i tego zadania też się podjąłem. Przyznaję, że dominują starsze produkcje, ale uważam, że zwyczajnie są lepsze od tych późniejszych, chociażby powstałych po 2000 roku. Trudno jest wybrać najlepsze komedie, bo gust i poczucie humoru jest słabo mierzalne. Pomimo tego uważam, że każda z pozycji z mojej listy się broni, a tak naprawdę mogłaby, by ona być o wiele dłuższa.


10. Człowiek z M-3 (1968)

"Człowiek z M-3" to bardzo sympatyczna komedia z dawnych lat. Prezentuje poziom światowy. Jej bohater musi w krótkim czasie znaleźć sobie żonę, inaczej nie dostanie mieszkania. Klasą samą dla siebie jest Bogumił Kobiela, który był jednym z tytanów polskiej komedii i w ogóle kina. Jak to na ogół bywa w przypadku starych filmów, cała obsada prezentuje się wyśmienicie i nie ma tu żadnej złej roli, czy momentu. Imponują zwłaszcza kandydatki na żonę, na czele Mają Wodecką lub młodą Szykulską. Filmowi bliżej komedii romantycznej niż znanym z późniejszych lat produkcjom wyśmiewających absurdy życia w PRL-u.


9. Rozmowy kontrolowane (1991)

Nie wiem czemu, ale zawsze tkwiłem w przekonaniu, że "Rozmowy kontrolowane" powstały jakoś w latach 80. Może dlatego, że nie kojarzyłem lat 90. z dobrym polskim kinem. Jednak jak się okazuje, na początku tej dekady powstał film i to komedia, która bawi do dziś nie mniej niż inne klasyki. Podobnie jak każda popularna polska komedia także tu mamy do czynienia ze statusem wręcz kultowym, który uzyskany został między innymi dzięki pamiętnym tekstom i ikonicznym scenom. Humorystycznie film tkwi niejako jeszcze w poprzedniej epoce, być może z tego czerpie swoją siłę.


8. Skarb (1948)

Najstarszy w zestawieniu film to "Skarb" z 1948 roku. Opowiada o grupie ludzi mieszkających na kupię w jednym z ocalałych po wojnie budynków. W wyniku pewnej pomyłki są oni przeświadczeni, że w mieszkaniu znajduje się wielki skarb i postanawiają go odnaleźć, co oczywiście jest przyczynkiem do całej serii komicznych sytuacji. Obsada jest zacna, ale show jak to zwykle bywa, kradnie Dymsza. Dla mnie niektóre sceny ze skarbu z jego udziałem jak nieudana audycja radiowa, to prawdziwa klasyka polskiej komedii. Film jest prosty, śmieszny i jak na okres powstania, niesie ze sobą bardzo dużą dawkę pozytywnej energii. I chociaż nie jestem fanem remake'ów to aż jestem ciekawy, jak "Skarb: wypadłby w nowej, współczesnej interpretacji.


7. Nie lubię poniedziałku (1971)

"Nie lubię poniedziałku" zawsze kojarzył mi się bardziej z latami 60. niż z 70. Jest jakby osadzony bardziej w estetyce tej dekady. Jest to bardzo pogodna i sympatyczna komedia, w której poznajemy całą masę bohaterów, próbujących przetrwać jakoś najbardziej nielubiany dzień tygodnia, jakim jest poniedziałek. Mimo licznych problemów świat ukazany w dziele jawił mi się zawsze jako wręcz idylliczny. I był to ponoć celowy zamysł. Chodziło o ukazanie polskiej rzeczywistości w jasnym świetle. Mnie to nigdy nie przeszkadzało, a to dlatego, iż film zwyczajnie jest zabawny. Zawiera wprawdzie mało kontrowersyjne motywy, ale ociera się momentami o czysty absurd, będąc niejako zapowiedzią tego, co czekało nas w późniejszych latach.


6. Dzień świra (2002)

"Dzień świra" to najnowsza rocznikowo produkcja na mojej liście, a pochodzi z 2002, czyli ma już ponad 20 lat. Jest więc całkiem stara. To dużo mówi o obecnym poziomie komedii we współczesnym polskim kinie oraz jaki zjazd ten gatunek zaliczył. Zdecydowałem się umieścić "świra" w zestawieniu. Ponieważ jest to dzieło wyróżniające się, takie, które definiuje może nie pokolenie, ale całą masę pokoleń. Jak mało, który film diagnozuje polskie przywary. Owszem spotkałem też negatywne opinie o tym dziele, ale były one mało wiarygodne. Obraz jest niby komedią i tak jest odbierany, jako opowieść pełna absurdów o jakimś śmiesznym człowieczku. Tymczasem jest to krzywe zwierciadło naszego świata. To w istocie tragiczny film o tym, że my Polacy jesteśmy zjebami. Brakuje mi obecnie czegoś podobnego, bo czasy aż same się proszą o wnikliwą analizę pewnych zjawisk. Trzeba się śmieć z tego gówna, bo śmiech to czasem jedyne antidotum na rzeczywistości i zwykle ludzkie wkurwienie.


5. Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz (1978)

Pierwsza na liście pozycja wyreżyserowana przez Bareję uważana za kultową oraz taka, której nie może zabraknąć w zestawieniu. "Miś" jest może bardziej rozpoznawalny, lecz "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" cechuje się podobnym humorem opartym na absurdzie, podobną tematyką oraz ukazanymi realiami. Posiada też niewiele mniej ikonicznych tekstów i patentów. Fabuła jest tutaj umowna i w sumie może nie być dla każdego jasna. Nie o nią jednak tutaj chodzi. Film stanowi szereg powiązanych ze sobą w większym lub mniejszym stopniu scen. Jego mocną stroną jest oczywiście aktorstwo. Każda postać, nawet epizodyczna ma tutaj swoje miejsce i potrafi na chwilę zabłysnąć. Z bardziej pamiętnych momentów wymienić należy sekwencję w sklepie, opis podróży do pracy, czy też tureckiego handlarza.


4. Poszukiwany, poszukiwana (1972)

Film ten widziałem wiele razy, prawie za każdym razem jak leciał w tv. Wynika to z faktu, iż jest on niemal perfekcyjny. Wiem, że stary pomysł przebrania faceta za babę nie jest może czymś szczególnym, ale tutaj udało się osiągnąć coś wyjątkowego. Wynieść ten motyw do najwyższej rangi. Możliwe było to w dużej mierze dzięki całej gamie charakterystycznych aktorów, którzy nieraz sprawdzali się na komediowym polu walki. Nie nazwałbym może roli Wojciecha Pokory jego rolą życia, ale na pewno prezentuje on tu szczyt swoich możliwości. Mnie zawsze najbardziej śmieszyła postać dyrektora i jego innowacyjny plan przeniesienia jeziora na inne miejsce osiedla. Ważną rolę gra tu także muzyka, stanowiąc idealny podkład dla konkretnych sytuacji. Myślę, że obraz ma na tyle duży potencjał, iż jego remake, nawet międzynarodowy, okazałby się sukcesem.


3. Seksmisja (1983)

"Seksmisja" Machulskiego to dziś jeden z najbardziej znanych polskich filmów. Pamiętam, że widziałem go nawet kiedyś w gazecie na jakimś niemieckim kanale. Nic w sumie dziwnego, znając rubaszność Niemców, ponieważ film oferuje sporo golizny i tematów związanych z seksem. Mnie zawsze bawiły jednak inne jego aspekty, przede wszystkim pamiętne teksty wypowiadane głównie przez Stuhra, takie jak "kobieta mnie bije" czy "nasi tu byli". Wiem, że niektórzy próbują dyskredytować owo dzieło, ale jest to raczej malkontenctwo niż rzetelna krytyka. "Seksmisja" oferuje bowiem idealne połączenie komedii z kinem sci fi i do tego społeczny komentarz. Dojrzały film dla dorosłych.


2. Rejs (1970)

Można rzec, że "Rejs" to dzieło niezrozumiane. Zwłaszcza wraz z upływem czasu. Albo po prostu części ludzi nie potrafi w nim dostrzec tych zalet, które niewątpliwie posiada. Dużą rolę odgrywa tu także specyficzne, nieoczywiste poczucie humoru. "Rejs" nie każdego będzie śmieszył. Innych będzie nudził. Niektóre sceny, jak ćwiczenia gimnastyczne, zaiste należą do słabszych stron dzieła. Nie sposób jednak nie dostrzec w tym całym zamieszaniu wielu perełek komedii. Jest to też kolejny film z całą listą kultowych scen i tekstów. Moim prywatnym faworytem jest ocena jakże przecież optymistycznej piosenki młodego śpiewaka, która jednych ożywia, a inni przy niej zasypiają zaś scena z powolnym zanurzaniem się w wodzie podczas dyskusji to już prawdziwe szczyty komedii sytuacyjnej oraz klasa światowa. Atutem rejsu jest umiejętne wykorzystanie gry profesjonalnych aktorów z naturszczykami, którzy są tu prawdziwymi gwiazdami.


1. Miś (1980)

"Miś" to bezsprzecznie pozycja kultowa i jedna z najbardziej popularnych polskich komedii jak ogólnie filmów. To są jednak właściwie już piękne frazesy. Podejrzewam, że z czasem ikoniczność tej pozycji może spadać, jako że już nawet 30-latkowie nie do końca pojmują fenomenu owej produkcji. A czemu jest ona warta uwagi? Przyznam się bez bicia, że przez lata nie ogarniałem nawet fabuły "Misia:. Jako dziecko nie wiedziałem, o co idzie cała intryga, ale i tak film mnie bawił. Nie o fabułę tu bowiem chodzi, a o rejestrację rzeczywistości w przerysowanym świetle. Prawie każda scena jest naznaczona jakimś żartem, a gdy dodamy do tego, że jest on pamiętny to mamy prawdziwy festiwal niezapomnianych sekwencji. Teksty w nich zawarte przeszły niejednokrotnie do języka powszechnego, co jest kolejny dowodem "kultowości" obrazu. Krótko mówiąc "Miś" to polska, prawdziwa klasyka, którą zawsze jestem gotowy oglądać. Poziom absurdu jest tu podniesiony do rangi sztuki, ale nasz absurd jest o tyle śmieszniejszy, ponieważ niejedna sytuacja z filmu nadal jest aktualna.

wtorek, 10 lutego 2026

Potwór XXIX - T-1000

Jestem sporym fanem pierwszej części "Terminatora" z 1984 roku w reżyserii Jamesa Camerona. Uwielbiam jego duszny mroczny klimat i poczucie alienacji w walce z niemalże niezniszczalnym przeciwnikiem. Tworząc drugą część, reżyser miał na pewno nie lada zagwozdkę jak to przebić. Ponieważ jednak już wcześniej przy okazji "Aliens" pokazał, że radzi sobie z sequelami także "Terminator 2" wyszedł mu super, będąc wielkim hitem. Rozwiązaniem na zaskoczenie widza i stworzenie czegoś nowego był twist, który z Terminatora Arnolda zrobił pozytywnego bohatera, który walczyć ma z całkiem nowym zagrożeniem. A jest nim robot wyższej generacji, czyli zmiennokształtny T-1000. Pomijając wszystkie kreacje w "Terminatorze 2" z Arniem, synkiem, czy Lindą Hamilton na czele, to właśnie wcielający się w rolę T-1000 Robert Patrick skradł moim zdaniem show. Aktor został idealnie dobrany. Jego uroda jest z jednej strony pospolita, ale z drugiej odznacza się jakąś taką nikczemnością. Miny i spojrzenia, jakie rzuca, perfekcyjnie oddają bezduszne i totalnie złe zamiary postaci. Robert Patrick grający T-1000 pozostaje moim cichym antybohaterem, jeśli idzie o "Terminatora 2", ale także, jeśli idzie o cały nurt sci-fi, jak i ogólnie kino.


wtorek, 3 lutego 2026

Potwór XXVIII - Piwniczniak

Każdy chyba miał kiedyś piwnice. Nawet jeśli nie miał, to słyszał o takim pomieszczeniu. Jest ono najczęściej usytuowane pod mieszkaniem, czyli zwyczajnie mówiąc pod ziemią. Jest tam zimno, dlatego ludzie przechowują tam różne przetwory, zapasy, porwane kobiety i potwory. Tak, dokładnie, potwory też. Tak przynajmniej uczy nas horror z 1988 roku "Mieszkaniec podziemi". Opowiada on o grupie ludzi, którzy spędzają weekend w pewnym starym domu. Jego właściciel, którym był rysownikiem komiksów, zginął w tajemniczych okolicznościach wiele lat wcześniej. Jak się szybko okazuje, jeden ze stworzonych przez niego stworów ożył, wyszedł z obrazka i zaczął mordować. Czym był ów stwór? Ciężko powiedzieć. Była to jakaś mieszanka małpy z wilkołakiem. Ogólnie można go chyba nazwać demonem. Najciekawszym aspektem jego egzystencji jest na pewno sposób powołania do życia monstrum, poprzez komiksową rzeczywistość. Można zatem horror nazwać straszniejszą wersją "Zaczarowanego ołówka". Zawsze jak oglądałem tę bajkę, zastanawiałem się, jakby to było mieć taki gadżet i moc tworzyć wszystko. Jest to prawie że boska moc. Daje ogromne możliwości. Jakbym miał taki ołówek to bym w pierwszej kolejności narysował chyba kobietę. To jednak tylko bajki, bo nie ma fizycznej opcji ożywiania malunków. Możemy zatem spać spokojnie, bo żaden komiksowy demon nam nie zagraża.

wtorek, 16 grudnia 2025

3 fajne filmy z... - Holandia

Holandia nie istnieje. Tak naprawdę państwo to nazywa się Niderlandy. Mniejsza jednak o szczegóły. Wszyscy wiemy, o kogo chodzi. Mam tu na myśli ten nizinny kraj w zachodniej Europie, który kiedyś przestanie istnieć, gdy całkiem zaleje go woda. Jak się okazuje, w Holandii także kręci się filmy. Nie lądują one może u nas tak często, ale od czasu do czasu jakiś się trafi. Niejednokrotnie są to dzieła obrazoburcze, zwłaszcza z punktu widzenia bogobojnego Lechity. I taki w moim zestawieniu też się znajdzie. W sumie to wszystkie będą zawierać takie elementy. Niegdyś za główny towar eksportowy holenderskiego kina uchodził Paul Verhoeven. W zasadzie to do dziś jego wczesne filmy mogą służyć za przykład kinematografii z Niderlandów. Jednym z najbardziej znanych jego filmów były "Tureckie owoce". Kolejnym słynnym Holendrem w kinie był niewątpliwie Rutger Hauer. Ścieżki zawodowe obu panów wielokrotnie się przecinały. W moim zestawieniu brakuje jednak owej konfiguracji. Są za to inne ciekawe propozycje.



Są różne fobie na świecie. Część ludzi np. nie lubi jeździć windą. I w sumie nie dziwię im się. To takie nieraz podstępne urządzenia, po których nie wiadomo czego się spodziewać. Są na ogół ciasne i nie ma z nich ucieczki w razie jakichś komplikacji. Nic zatem dziwnego, że jacyś filmowcy wpadli na pomysł, by uczynić z nich narzędzie terroru. Dokładnie to holenderscy. To oni są właśnie odpowiedzialni za powstanie filmu "De lift" z 1983 roku. "De lift" jak można się domyślić to właśnie winda po polsku. Produkcja opowiada o pewnym nowoczesnym ustrojstwie tego typu w jednym biurowcu. Widna zaczyna się niby psuć, co stanowi zagrożenie dla ludzi. Dochodzi w końcu śmiertelnego wypadku. Sprawę ma rozwikłać przysłany przez producenta mechanik. Okazuje się, że śmierć nie była zwykłym przypadkiem. Film ma fajny klimat rodem z lat 80. Łączy w sobie elementy dreszczowca, horroru i kina detektywistycznego. Ma też całkiem niezłe efekty gore i ciekawy zamysł, który ma sporo wspólnego ze sztuczną inteligencją. Można go polecić wszystkim fanom obskurnych, europejskich dzieł grozy.

"Czwarty człowiek" to bodaj najbardziej rozpoznawalny film w moim zestawieniu. Nie przypadkiem jego reżyserem był sam Paul Verhoeven. Nakręcił go jeszcze, gdy był znany głównie u siebie, dlatego może też obraz posiada silny europejski sznyt. Ja pamiętam go z dzieciństwa z pewnej drastycznej sceny, która utkwiła mi mocno w pamięci. Film od początku wprowadza jakiś taki dziwny stan niepokoju i atmosferę dziwności na ekran. Wystarczy powiedzieć, że główny bohater jest nieokreślony seksualnie i zaczepia ludzi w kiosku, potem sam staje się obiektem awansów pewnej tajemniczej i niebezpiecznej kobiety. Całość rozwija się w coraz to bardziej pokręconą historię o ludzkich głęboko skrywanych pragnieniach oraz żądzach. Jest to na pewno interesująca i warta polecenia pozycja także ze względu na unikalne kadry, jakimi operuje.

Ostatnią pozycję trudno nazwać, wbrew tytułowi serii fajną. Jest to na pewno dobry i warty uwagi film, który porusza jednak trudne i kontrowersyjne tematy. Chodzi tu konkretnie o film "Kiedy stopi się lód". Akcja przenosi nas w przeszłość do pewnego lata. Bohaterka Eva spędza czas głównie z dwoma kolegami, którzy mimo młodego wieku, głównie interesują się płcią przeciwną. Nie są jednak zainteresowani koleżanką, ponieważ nie uważają jej za atrakcyjną. Sytuację komplikuje pojawienie się urodziwej dziewczyny, która zaczyna mieć zły wpływ na relacje trójki przyjaciół. W wyniku szeregu niefortunnych zdarzeń dochodzi do drastycznej eskalacji, a jej ofiarą pada Eva. Film może być dla wielu szokujący, ponieważ konfrontuje typowo dorosłe zachowania ze światem dziecięcym. Ma to jednak swój cel. Pokazuje, że nawet młode osoby są zdolne do okrucieństwa, a ofiara zawsze będzie miała pod górę, będąc uciszania i pozbawiona zrozumienia także pośród bliskich.

wtorek, 9 grudnia 2025

Potwór XXVII - M3GAN

Sztuczni ludzie to jeden z odwiecznych motywów kina science fiction. Mam tu na myśli wszelkie roboty, cyborgi i androidy. Zwłaszcza w naszych czasach trend ten nabiera na sile oraz nowego znaczenia. Ma to związek z technologią sztucznej inteligencji. Już teraz jest to prawie pewne, za niedługo roboty staną się zwykłą częścią naszej rzeczywistości. Będą nam usługiwać w domu i nie tylko. Część z nich zostanie zapewne pracownikami seksualnymi. Na razie to może tylko fikcja, ale to kwestia raczej kiedy, a nie czy. Jednym z ostatnich przykładów zastosowania takiego wątku w kinie jest seria M3GAN. Najpierw była M3GAN, a potem M3GAN 2.0 dwa, ale mnie interesuje zwłaszcza ta pierwsza wersja, ponieważ była bardziej oryginalna, świeższa i po prostu ciekawsza. M3GAN to taki robocik imitujący małą dziewczynkę. Stworzona została jako towarzysz dla ludzkiej, zwykłej dziewczynki. Oczywiście jednak coś jej musiało siąść na mózg i zaczęła świrować, mordując tych, których postrzegała jako zagrożenie. Mimo to chętnie wszedłbym w interakcję z takim robotem i z nim pogawędził. Nawet jeśli istniałoby ryzyko, że coś mi zrobi. Myślę, że powoli możemy się przyzwyczajać do tego, że za kilkadziesiąt lat nie będzie można odróżnić, kto z przechodniów na ulicy jest człowiekiem, a kto nie. Dzieła sci-fi nieraz przepowiadały przyszłość i najprawdopodobniej tak też będzie w tym przypadku.

wtorek, 2 grudnia 2025

Potwór XXVI - Wurdalak

Wurdalak to taki Ruski wampir, który żywi się krwią swoich bliskich, by ostatecznie przemienić ich wszystkich w potwory takie jak on. Historię pewnej rodziny, która zmaga się z tego typu problemem, ukazuje francuska produkcja o tytule nomen omen "Vourdalak". Opowiada o zagubionym w lesie francuskim arystokracie, który trafia do domu rodziny niejakiego Gorczy. Jest on starym dziadem i mieszka z dziećmi, z których większość jest dorosła. Akurat, gdy pojawia się markiz, głowa rodu znika, pozostawiając wiadomość, że jeśli za 6 dni wróci, to będzie wurdalakiem i ich zje. Jak ostrzega, tak się staje. Wraca jako wysuszony potwór, a jego pierwszą ofiarą pada najmłodszy członek familii. Wurdalak to taki domowy wampir, rodzinny można rzec, którego trzyma się na pięterku i można w każdej chwili użyć. Gorzej, że on też może nas użyć. Jego potencjał horrorowy polega na tym, że działa incognito i nawet jak ewidentnie widać, że coś z nim jest nie tak, to trudno tak po prostu przebić mu serce kołkiem. To są właśnie zalety sędziwego wieku. Wszyscy traktują cię jak świętą krowę i nie są chętni do spalenia cię. Tylko przedstawiciel elit jest do tego zdolny. Na uwagę zasługuje na pewno sposób wykonania krwiożercy w filmie, który jest w istocie lalką. Jest tak zwanym suchotnikiem i ma kościste palce, lecz przy tym bardzo młody i szarmancki głos. Czyli tak jak powinno być. Nie należy mu jednak wierzyć, ponieważ w głowie mu tylko manipulacja, której celem jest eksploatowanie całej rodziny.

wtorek, 25 listopada 2025

Filmy na każdą okazję - Dzień bez Futra

Idzie zima, warto zatem zaopatrzyć się w coś ciepłego do noszenia. Jednym z lepszych okryć od lat jest bez wątpienia zwierzęce futro. Ludzie prawie od zawsze pożyczali sobie to odzienie od zwierząt, by było im ciepło. Obecnie noszenie futra jest passé i to z resztą całkiem słusznie. Prawdziwe futro i sposoby jego pozyskiwania są złe i niemoralne. Dlatego też powstało oficjalne święto zachęcające do nienoszenia futra, które obchodzimy 25 listopada. Co jednak gdy ktoś jest skazany na futro? Futro, które otrzymał poniekąd wbrew własnej woli. Choroba ta nosi nazwę hipertrichozy i polega na tym, że człowiek jest wszędzie owłosiony, także na twarzy. Ponoć popularna jest głównie w Meksyku, ale nie tylko. Także w Stanach zdarzają się takie przypadki. O jednym z nich opowiada film "Futro: portret wyobrażony Diane Arbus" z 2006 roku. Jego bohaterką jest znana fotografka Diane Arbus (Nicole Kidman), która w centrum swoich prac usytuowała ludzi wykluczonych przez różne nietypowe schorzenia i choroby. Tak się złożyło, że jej sąsiadem jest Robert Downey Jr, człowiek cierpiący na syndrom wilkołaka. Kobieta powoli zdobywa jego zaufanie, co staje się początkiem ich bliskiej, czy nawet intymnej relacji. Film stanowi połączenie dzieła o charakterze romantycznym z dramatem obyczajowym. Opowiada o inności i o sposobach radzenia sobie z nią w trudnych czasach kiedy każde odstępstwo od normy traktowane było jako dziwactwo. Mimo upływu lat i pozornych zmian, jakie nadeszły nadal żyjemy w ułudzie, a bohaterami popkultury są piękni i młodzi ludzie bez skazy. Czekam z niecierpliwością na pierwszy poważny romans, w którym główne role zagrają tak obecnie zwane osoby niskorosłe, czyli po staremu karły.



TOP 10: polskie komedie

Polacy uwielbiają się śmiać. Najbardziej z innych. Czasami jednak potrafią też i z siebie, przynajmniej część z nich. A to bardzo cenna cech...