Brazylia kojarzy mi się z piłką, zabawami na plaży i zużytymi prezerwatywami pływającymi w zatoce Rio de Janeiro. Życie tamtejszych ludzi kręci się w dużej mierze wokół tych spraw. Nic więc dziwnego, iż właśnie o tych rzeczach kręcą też filmy. Dzieł z Brazylii powstało wiele, najsłynniejszym jest prawdopodobnie "Miasto Boga". Istnieją jednak też inne nawet ciekawsze propozycje, o których chciałbym tu wspomnieć. Nie widziałem dużo produkcji brazylijskich, ale parę się uzbierało. Jest wśród nich również obraz dokumentalny, co stanowi pewne novum w moich zestawieniach. Zdecydowałem się nie umieszczać żadnych dzieł Glaubera Rochy, najsłynniejszego i najbardziej zasłużonego brazylijskiego twórcy, jak również nie wspominać o słynnym "Mieście Boga" właśnie dlatego, że pozycje te są dobrze znane, a ja wolę się skupić na tych mniej popularnych.
Jechać z kur*ami można by powiedzieć, oglądając brazylijską produkcję "Elitarni" z 2007 roku. Ten bezkompromisowy obraz opowiada o specjalnej grupie policjantów walczących z narkotykowymi bossami z faweli. Film to rasowy przykład kina sensacyjno-policyjnego. Posiada jednak przy tym sporo elementów dramatycznych, nie jest to tylko sama akcja. Film przedstawia jakby dwa spojrzenia na traktowanie przestępczości - to bardziej liberalne, które zakłada wchodzenie w układy z bandytami i utrzymywanie ich oraz to bardziej bezwzględne, które zakłada bezpardonową walkę oraz eliminację. Tytuł przedstawia codzienne życie policyjne i niebezpieczeństwa, na jakie narażeni są funkcjonariusze. Jest to film, który nie bierze jeńców i w sposób dosadny udowadnia, że ten, kto mieczem wojuje, od miecza ginąć powinien. Jeśli idzie o aspekty sensacyjne, to nie jest on gorzej nakręcony od niejednej hollywoodzkiej produkcji. Robi to naprawdę wrażenie. Bliska i dynamiczna praca kamery sprawia, że czujemy się jakby prawie na miejscu akcji. Jest to na pewno jedna z zalet dzieła, które odbiło się pewnym echem poza granicami kraju, przybliżając międzynarodowemu widzowi realia codziennego życia oddziałów specjalnych policji.
"Brasileirinho. Muzyka słońca" to dokument z 2005 roku traktujący ogólnie rzecz mówiąc o brazylijskiej muzyce. I nie mam tu na myśli samby. Jak się bowiem okazuje, Brazylia ma do zaoferowania całą gamę muzycznych gatunków i stylów. Nie można zapominać, że to tam właśnie powstała, chociażby bossa-nova, ale także np. choro które jest jednym z najbardziej charakterystycznych stylów z kraju kawy. Obraz wprawdzie stanowi międzynarodową koprodukcję, ale uznałem, że ponieważ Brazylijczycy maczali w niej palce, to zasługuje na wspomnienie. Poza tym ukazuje on prawdziwie narodową pasję napędzającą kulturę od kulis. Mamy tutaj szansę zaobserwować całą masę artystów z Brazylii, takich jak Elza Soares, Teresa Cristina, czy Guinga, którzy z wielką pasją opowiadają o swoich inspiracjach oraz twórczości. To właśnie te momenty należą do najbardziej pamiętnych i robiących wrażenie będąc jawnym świadectwem czystego talentu oraz niepohamowanej potrzeby wyrażania się poprzez tworzenie. Dokument to prawdziwa gratka dla każdego fana muzyki brazylijskiej, ponieważ zawiera nie tylko wnikliwy wgląd w świat i życie artystów, ale pokazuje także niemalże na żywo proces twórczy powstawania utworów. A są one w istocie bardzo proste i poruszają swojskie klimaty, mimo że ich pochodzenie jest tak dalekie geograficznie od nas. Bohaterowie filmu odznaczają się wielkim talentem, popartym wysokim rzemiosłem, jak również niesamowitą naturalnością, dzięki czemu seans upływa bardzo płynnie i w miłej atmosferze. Jest to też przy okazji spora inspiracja dla niejednego miłośnika muzyki różnej.
Ze do Caixao, czyli Coffin Joe, czyli Grabarz Jaś to bohater serii brazylijskich filmów grozy, które sławę zdobyły w latach 60. Odpowiedzialny za powstanie tej postaci oraz całego uniwersum był niejaki Jose Mojica Marins. Pierwszy z serii jego dzieł zatytułowany "O północy zabiorę twą duszę" był jednocześnie dziewiczym brazylijskim horrorem. Coffin Joe pełni funkcję grabarza w pewnej wiosce, w której wszyscy się go boją, ponieważ robi złowrogie miny i nosi kapelutek. Przede wszystkim jest jednak bluźniercą. Nie wierzy w Boga, publicznie przyznaje się do bycia ateistą, je mięso w piątki no i morduje ludzi. Robi to oczywiście nieoficjalnie, żeby go nie zamknęli. Jego obsesją jest posiadania syna, którego postrzega jako sposób na nieśmiertelność. Dlatego też chodzi po okolicy i napastuje każdą kobietę, jaka się napatoczy. Wszyscy podejrzewają go o niecne sprawki, ale boją się mu przeciwstawić, bo Joe dostaje kurwików w oczach i wtedy jest w stanie pokonać każdego. Film jest całkiem nieźle zrealizowany, zważywszy, że nie stoi za nim żadne poważne studio. Można sobie wyobrazić, że w swoim czasie był szokujący dla widzów z uwagi na sceny mordów i tortur. Przede wszystkim intryguje jednak wielce ekspresyjna gra głównego bohatera i jego płomienne przemowy. Joe ma swoje widzimisię. Gardzi rasą ludzką z uwagi na jej zabobonność i tchórzostwo. W przeciwieństwie do nich rzuca on wyzwanie życiu, śmierci, Bogu i Diabłu. Wszystkim komu się da. Marnie wprawdzie przez to kończy, ale co się namorduje ludzi to jego.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz