wtorek, 28 kwietnia 2026

3 fajne filmy z... - Polska

Chociaż pierwotnie seria miała nie obejmować polskich produkcji, to postanowiłem zmienić zasady w trakcie gry. Ponieważ to moja gra to mogę to zrobić. Poniżej zatem 3 propozycje produkcji polskich, które uważam za warte uwagi. Trudno było je wybrać, bo polskich filmów widziałem od groma, ale postanowiłem się ukierunkować na specyficzne obrazy. A mianowicie takie średniometrażowe, czyli nieco dłuższe, niż krótki metraż, ale nadal poniżej godziny. Kiedyś sporo ich było kręconych, często przez telewizję. Obecnie rzadko się to zdarza. Jak się więc można domyślić, moje wybory zaliczają się do tych starszych, co w sumie nie powinno dziwić, gdyż polskie stare kino cenię sobie dość wysoko.


Na pierwszy ogień idzie pozycja z 1981 roku o tajemniczym tytule "Wahadełko" w reżyserii Filipa Bajona. Bohaterem filmu jest mężczyzna, który dnie spędza w łóżku. Jest obłożnie chory na różne zaburzenia natury psychicznej. Mieszka wraz z matką, którą oskarża o swoje kłopoty oraz siostrą, która się nim opiekuje. Jest zgryźliwy i często niemiły dla siostry, odznaczającej się niebywałą cierpliwością. Obraz można nazwać jednym z pierwszych tak jawnych przedstawień depresji w polskim kinie. Jest to dzieło tragikomiczne. Niewesoła sytuacja całej rodziny jest tutaj bowiem poprzetykana wątkami humorystycznymi. Są one poniekąd niezamierzone przez bohaterów, ale ich próby radzenia sobie z rzeczywistością są nieraz absurdalne. Najlepszym tego przykładem jest scena z przedstawicielką partii, której rodzeństwo wmawia, że ich mama nie żyje, podczas gdy jest ona tuż za oknem, pracując w ogródku. "Wahadełko" to w dużej mierze popis grającego główna rolę Janusza Gajosa, który znajdował się wówczas u szczytu swych możliwości. Film jest przejmującym obrazem marazmu i ludzkiego zagubienia, ale też poświęcenia. Przy okazji obnaża ułudę ślepego podążania za ideologią, niszczącą rodzinne więzy.

Podobną krytykę systemu zawiera kolejna propozycja, a więc mało znany obraz "Co to konia obchodzi?" z 1987 roku. Przedstawia on końcową fazę PRL, ale jego przesłanie jest uniwersalne. Oto grupa robotników transportuje przez całą Polskę transformator. Jadą z Przemyśla do Szczecina, a więc jest to najdłuższa możliwa trasa samochodowa. Po drodze przeżywają różne perypetie, łącznie z przekopywaniem drogi. W końcu natrafiają na jadący z przeciwka identyczny transport, który wiezie taki sam transformator w odwrotnym kierunku. Film posiada bardzo swojski klimat i naturalne dialogi wypowiadane przez grupę utalentowanych aktorów z Boguszem Bilewskim i Kazimierzem Kaczorem na czele. Jest nawet Jerzy z "Klanu", który udaje z powodzeniem Ślązaka. Dzieło reżyserki Grażyny Popowicz ukazuje w ten namacalny sposób chaos panujący w schyłkowym okresie systemu, gdzie decyzje kierownicze są bez sensu, a pracownicy ponoszą ich konsekwencje. Mimo upływu lat nadal można się spotkać z podobnymi przypadkami. Managerowie na całym świecie łączą się w swojej głupocie i braku wyobraźni, udowadniając, że nie dostali awansu za umiejętności i że nie wiedzą, na czym polega praca, którą nadzorują. A jedynym wyjściem w tej sytuacji jest, podobnie jak w filmie, rzucić to wszystko w cholerę.

Na koniec coś lżejszego i przy okazji najstarszego na liście, czyli klasyczna w pewnym sensie komedia z Adolfem Dymszą pod tytułem "Sportowiec mimo woli" z 1939 roku. Piszę w pewnym sensie, bo może nie każdemu jest ona znana. Dla mnie zalicza się do przedwojennej klasyki, ale dla młodszego widza może stanowić zagadkę. Dymsza gra tu fryzjera Czwartka, który pomylony zostaje z hokeistą Piątkiem. I tyle w sumie wystarczy, jeśli idzie o fabułę. Nie jest to skomplikowana intryga i polega na zwykłej zamianie miejsc, lecz jest to wykonane w tak mistrzowski sposób, iż jest to więcej niż wystarczające. Film z resztą zawiera też inne stałe sprawdzone motywy starszych komedii jak przebranie faceta za kobietę. Jest też oczywiście miejsce na odrobinę romansu i humoru sytuacyjnego. Wisienką na torcie jest zaś kulminacyjna scena meczu, w której popis atletyczno-aktorski daje wspomniany Dymsza. Sekwencja ta pozostaje dla mnie prawdziwą perełką komedii przedwojennej i ogólnie polskiej. Na ekranie popularnemu Dodkowi partnerują urokliwi Aleksander Żabczyński oraz Ina Benita, jak i starzy wyjadacze Orwid i Sempoliński. "Sportowiec mimo woli" to film, który dobrze się zestarzał, ale i tak ciekawy jestem, jakby wypadł jakiś współczesny remake tego filmu. Oczywiście zrobiony przez kogoś z głową na karku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

3 fajne filmy z... - Polska

Chociaż pierwotnie seria miała nie obejmować polskich produkcji, to postanowiłem zmienić zasady w trakcie gry. Ponieważ to moja gra to mogę ...