Polacy uwielbiają się śmiać. Najbardziej z innych. Czasami jednak potrafią też i z siebie, przynajmniej część z nich. A to bardzo cenna cecha, właściwie to niezbędna, aby prowadzić szczęśliwe życie. Wiele o poczuciu humoru danego narodu mówić mogą filmy komediowe przez niego tworzone. W Polsce mamy bogate tradycje komediowe, które jednak w ostatnich dekadach zdają się umierać. Wszystkie najlepsze i najbardziej popularne obrazy tego gatunku powstały już wiele lat temu. Mimo to często nadal są aktualne, może stąd bierze się ich niesłabnąca popularność. Jest zatem w czym wybierać i tego zadania też się podjąłem. Przyznaję, że dominują starsze produkcje, ale uważam, że zwyczajnie są lepsze od tych późniejszych, chociażby powstałych po 2000 roku. Trudno jest wybrać najlepsze komedie, bo gust i poczucie humoru jest słabo mierzalne. Pomimo tego uważam, że każda z pozycji z mojej listy się broni, a tak naprawdę mogłaby, by ona być o wiele dłuższa.
10. Człowiek z M-3 (1968)
"Człowiek z M-3" to bardzo sympatyczna komedia z dawnych lat. Prezentuje poziom światowy. Jej bohater musi w krótkim czasie znaleźć sobie żonę, inaczej nie dostanie mieszkania. Klasą samą dla siebie jest Bogumił Kobiela, który był jednym z tytanów polskiej komedii i w ogóle kina. Jak to na ogół bywa w przypadku starych filmów, cała obsada prezentuje się wyśmienicie i nie ma tu żadnej złej roli, czy momentu. Imponują zwłaszcza kandydatki na żonę, na czele Mają Wodecką lub młodą Szykulską. Filmowi bliżej komedii romantycznej niż znanym z późniejszych lat produkcjom wyśmiewających absurdy życia w PRL-u.
9. Rozmowy kontrolowane (1991)
Nie wiem czemu, ale zawsze tkwiłem w przekonaniu, że "Rozmowy kontrolowane" powstały jakoś w latach 80. Może dlatego, że nie kojarzyłem lat 90. z dobrym polskim kinem. Jednak jak się okazuje, na początku tej dekady powstał film i to komedia, która bawi do dziś nie mniej niż inne klasyki. Podobnie jak każda popularna polska komedia także tu mamy do czynienia ze statusem wręcz kultowym, który uzyskany został między innymi dzięki pamiętnym tekstom i ikonicznym scenom. Humorystycznie film tkwi niejako jeszcze w poprzedniej epoce, być może z tego czerpie swoją siłę.
8. Skarb (1948)
Najstarszy w zestawieniu film to "Skarb" z 1948 roku. Opowiada o grupie ludzi mieszkających na kupię w jednym z ocalałych po wojnie budynków. W wyniku pewnej pomyłki są oni przeświadczeni, że w mieszkaniu znajduje się wielki skarb i postanawiają go odnaleźć, co oczywiście jest przyczynkiem do całej serii komicznych sytuacji. Obsada jest zacna, ale show jak to zwykle bywa, kradnie Dymsza. Dla mnie niektóre sceny ze skarbu z jego udziałem jak nieudana audycja radiowa, to prawdziwa klasyka polskiej komedii. Film jest prosty, śmieszny i jak na okres powstania, niesie ze sobą bardzo dużą dawkę pozytywnej energii. I chociaż nie jestem fanem remake'ów to aż jestem ciekawy, jak "Skarb: wypadłby w nowej, współczesnej interpretacji.
7. Nie lubię poniedziałku (1971)
"Nie lubię poniedziałku" zawsze kojarzył mi się bardziej z latami 60. niż z 70. Jest jakby osadzony bardziej w estetyce tej dekady. Jest to bardzo pogodna i sympatyczna komedia, w której poznajemy całą masę bohaterów, próbujących przetrwać jakoś najbardziej nielubiany dzień tygodnia, jakim jest poniedziałek. Mimo licznych problemów świat ukazany w dziele jawił mi się zawsze jako wręcz idylliczny. I był to ponoć celowy zamysł. Chodziło o ukazanie polskiej rzeczywistości w jasnym świetle. Mnie to nigdy nie przeszkadzało, a to dlatego, iż film zwyczajnie jest zabawny. Zawiera wprawdzie mało kontrowersyjne motywy, ale ociera się momentami o czysty absurd, będąc niejako zapowiedzią tego, co czekało nas w późniejszych latach.
6. Dzień świra (2002)
"Dzień świra" to najnowsza rocznikowo produkcja na mojej liście, a pochodzi z 2002, czyli ma już ponad 20 lat. Jest więc całkiem stara. To dużo mówi o obecnym poziomie komedii we współczesnym polskim kinie oraz jaki zjazd ten gatunek zaliczył. Zdecydowałem się umieścić "świra" w zestawieniu. Ponieważ jest to dzieło wyróżniające się, takie, które definiuje może nie pokolenie, ale całą masę pokoleń. Jak mało, który film diagnozuje polskie przywary. Owszem spotkałem też negatywne opinie o tym dziele, ale były one mało wiarygodne. Obraz jest niby komedią i tak jest odbierany, jako opowieść pełna absurdów o jakimś śmiesznym człowieczku. Tymczasem jest to krzywe zwierciadło naszego świata. To w istocie tragiczny film o tym, że my Polacy jesteśmy zjebami. Brakuje mi obecnie czegoś podobnego, bo czasy aż same się proszą o wnikliwą analizę pewnych zjawisk. Trzeba się śmieć z tego gówna, bo śmiech to czasem jedyne antidotum na rzeczywistości i zwykle ludzkie wkurwienie.
5. Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz (1978)
Pierwsza na liście pozycja wyreżyserowana przez Bareję uważana za kultową oraz taka, której nie może zabraknąć w zestawieniu. "Miś" jest może bardziej rozpoznawalny, lecz "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" cechuje się podobnym humorem opartym na absurdzie, podobną tematyką oraz ukazanymi realiami. Posiada też niewiele mniej ikonicznych tekstów i patentów. Fabuła jest tutaj umowna i w sumie może nie być dla każdego jasna. Nie o nią jednak tutaj chodzi. Film stanowi szereg powiązanych ze sobą w większym lub mniejszym stopniu scen. Jego mocną stroną jest oczywiście aktorstwo. Każda postać, nawet epizodyczna ma tutaj swoje miejsce i potrafi na chwilę zabłysnąć. Z bardziej pamiętnych momentów wymienić należy sekwencję w sklepie, opis podróży do pracy, czy też tureckiego handlarza.
4. Poszukiwany, poszukiwana (1972)
Film ten widziałem wiele razy, prawie za każdym razem jak leciał w tv. Wynika to z faktu, iż jest on niemal perfekcyjny. Wiem, że stary pomysł przebrania faceta za babę nie jest może czymś szczególnym, ale tutaj udało się osiągnąć coś wyjątkowego. Wynieść ten motyw do najwyższej rangi. Możliwe było to w dużej mierze dzięki całej gamie charakterystycznych aktorów, którzy nieraz sprawdzali się na komediowym polu walki. Nie nazwałbym może roli Wojciecha Pokory jego rolą życia, ale na pewno prezentuje on tu szczyt swoich możliwości. Mnie zawsze najbardziej śmieszyła postać dyrektora i jego innowacyjny plan przeniesienia jeziora na inne miejsce osiedla. Ważną rolę gra tu także muzyka, stanowiąc idealny podkład dla konkretnych sytuacji. Myślę, że obraz ma na tyle duży potencjał, iż jego remake, nawet międzynarodowy, okazałby się sukcesem.
3. Seksmisja (1983)
"Seksmisja" Machulskiego to dziś jeden z najbardziej znanych polskich filmów. Pamiętam, że widziałem go nawet kiedyś w gazecie na jakimś niemieckim kanale. Nic w sumie dziwnego, znając rubaszność Niemców, ponieważ film oferuje sporo golizny i tematów związanych z seksem. Mnie zawsze bawiły jednak inne jego aspekty, przede wszystkim pamiętne teksty wypowiadane głównie przez Stuhra, takie jak "kobieta mnie bije" czy "nasi tu byli". Wiem, że niektórzy próbują dyskredytować owo dzieło, ale jest to raczej malkontenctwo niż rzetelna krytyka. "Seksmisja" oferuje bowiem idealne połączenie komedii z kinem sci fi i do tego społeczny komentarz. Dojrzały film dla dorosłych.
2. Rejs (1970)
Można rzec, że "Rejs" to dzieło niezrozumiane. Zwłaszcza wraz z upływem czasu. Albo po prostu części ludzi nie potrafi w nim dostrzec tych zalet, które niewątpliwie posiada. Dużą rolę odgrywa tu także specyficzne, nieoczywiste poczucie humoru. "Rejs" nie każdego będzie śmieszył. Innych będzie nudził. Niektóre sceny, jak ćwiczenia gimnastyczne, zaiste należą do słabszych stron dzieła. Nie sposób jednak nie dostrzec w tym całym zamieszaniu wielu perełek komedii. Jest to też kolejny film z całą listą kultowych scen i tekstów. Moim prywatnym faworytem jest ocena jakże przecież optymistycznej piosenki młodego śpiewaka, która jednych ożywia, a inni przy niej zasypiają zaś scena z powolnym zanurzaniem się w wodzie podczas dyskusji to już prawdziwe szczyty komedii sytuacyjnej oraz klasa światowa. Atutem rejsu jest umiejętne wykorzystanie gry profesjonalnych aktorów z naturszczykami, którzy są tu prawdziwymi gwiazdami.
1. Miś (1980)
"Miś" to bezsprzecznie pozycja kultowa i jedna z najbardziej popularnych polskich komedii jak ogólnie filmów. To są jednak właściwie już piękne frazesy. Podejrzewam, że z czasem ikoniczność tej pozycji może spadać, jako że już nawet 30-latkowie nie do końca pojmują fenomenu owej produkcji. A czemu jest ona warta uwagi? Przyznam się bez bicia, że przez lata nie ogarniałem nawet fabuły "Misia:. Jako dziecko nie wiedziałem, o co idzie cała intryga, ale i tak film mnie bawił. Nie o fabułę tu bowiem chodzi, a o rejestrację rzeczywistości w przerysowanym świetle. Prawie każda scena jest naznaczona jakimś żartem, a gdy dodamy do tego, że jest on pamiętny to mamy prawdziwy festiwal niezapomnianych sekwencji. Teksty w nich zawarte przeszły niejednokrotnie do języka powszechnego, co jest kolejny dowodem "kultowości" obrazu. Krótko mówiąc "Miś" to polska, prawdziwa klasyka, którą zawsze jestem gotowy oglądać. Poziom absurdu jest tu podniesiony do rangi sztuki, ale nasz absurd jest o tyle śmieszniejszy, ponieważ niejedna sytuacja z filmu nadal jest aktualna.










